2.06.2011

bazgroły


"Pamiętnego wieczoru rozmyślnie porzuciłem sam siebie: rzuciłem stare życie i wkroczyłem w nowe. Nie wymagało to najmniejszego wysiłku. Miałem wtedy trzydzieści lat. Miałem żonę, dziecko i, jak to się mówi, „odpowiedzialność na głowie”. Tak wyglądają fakty, ale fakty nic nie znaczą. W istocie pchało mnie naprzód pragnienie tak wielkie, że zdołało się urzeczywistnić. W takich chwilach nie liczy się zbytnio to, co człowiek robi, lecz to, czym jest. W takich chwilach człowiek staje się aniołem. I to mi się przytrafiło: stałem się aniołem. Nie tyle czystość anioła jest tak cenna, ile fakt, że umie on latać. Anioł może zawsze i wszędzie przełamać schemat, a mimo to znajdzie drogę do nieba; ma taką moc, że potrafi zstąpić do najniższej materii, a mimo to ulatnia się z niej, kiedy tylko zechce. Pamiętnej nocy świetnie to zrozumiałem. Byłem czysty i nieludzki, byłem na dystans, miałem skrzydła. Otrząsnąłem się z przeszłości, przyszłość też mnie nie obchodziła. Przekroczyłem próg ekstazy. Kiedy wyszedłem z biura, złożyłem skrzydła i schowałem je pod marynarką...”
H.M

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz